piątek, 3 stycznia 2014

Minimalizm a plany i zapowiedzi 2014

W tym roku moim noworocznym postanowieniem jest minimalizm. Trochę jest to zainspirowane lekturą „Sztuki prostoty”, a trochę ogólnym kacem konsumpcyjnym szczególnie po przedświątecznej gorączce zakupów. W każdym razie przekładać się to ma między innymi na bardziej przemyślane zakupy i mniejszą ilość kupowanych przedmiotów, w tym też książek. Nie oznacza to bynajmniej ograniczenia samego czytania: na swoim regale mam wystarczająco dużo nieprzeczytanych książek, a moja biblioteka jest naprawdę świetnie wyposażona. Jednak rzuciwszy okiem na zapowiedzi różnych wydawnictw wiem, że dla kilku tytułów zrobię wyjątek i będę je chciała kupić. Na mojej top liście na 2014 rok są:



„100/XX Antologia polskiego reportażu XX wieku” red. Mariusz Szczygieł, wyd. Czarne – już same te informacje (tytuł, redaktor i wydawnictwo) są dla mnie wystarczającą rekomendacją. Dla każdego miłośnika literatury faktu z pewnością też. Ten zbiór ma składać się z dwóch tomów i obejmować najlepsze polskie reportaże od 1901 do 2000 roku, w tym mniej znane teksty znanych reportażystów albo teksty autorów, których z reportażem raczej nie kojarzymy. Bardzo smakowity kąsek. Premiera w marcu.

„W oblężeniu” Barbara Demick, wyd. Czarne – po lekturze poprzedniej książki Barbary Demick („Światu nie mamy czego zazdrościć”) wiem, że na jej kolejne teksty warto czekać. Dodatkowo „W oblężeniu’ traktuje o wojnie w Jugosławii, która stała mi się w jakiś sposób bliska po lekturze reportażu Wojciecha Tochmana „Jakbyś kamień jadła”. Reportaż ma opowiadać zarówno o samym czasie wojny, jak i o życiu po wojnie. Zapowiada się fascynująca lektura. Premiera już 29 stycznia!

„Xięgi Jakubowe” Olga Tokarczuk, Wydawnictwo Literackie – o tej książce pisałam już w ubiegłorocznych zapowiedziach, ale niestety nie udało się książce wyjść w 2013 roku. No cóż, czekamy dalej, bo Olga Tokarczuk to jedna z moich ulubionych autorek, w dodatku zapowiadana treść (Akcja osadzona została w XVIII wieku na ziemi podolskiej, gdzie współistnieją obok siebie kultury żydowska i chrześcijańska. W świecie, w którym tak wiele nie zostało jeszcze naukowo wyjaśnione, każdego dnia duchowość przenika się z materią.) też wygląda zachęcająco. Data premiery niesprecyzowana, raczej jesień 2014.

Moją uwagę przykuły jeszcze takie tytuły:




„Luminarze” Eleanor Catton, Wydawnictwo Literackie – książka nagrodzona Bookerem w ubiegłym roku, a to zawsze doskonała rekomendacja. „Luminarze” to monumentalna (ok. 800 stron w oryginale) powieść tocząca się w XIX wieku w Nowej Zelandii w czasach wielkiej gorączki złota. Rozwiązanie pewnej zagadki kryminalnej zależy tu od konstelacji astronomicznych i cyklów księżyca. Premiera jesienią.

„Zawołajcie położną” Jennifer Worth, Wydawnictwo Literackie – wspomnienia położnej pracującej w robotniczej dzielnicy East End w Londynie. Z jednej strony jest to emocjonujące, napisane z dozą humoru historie wielu narodzin, a z drugiej strony precyzyjny dokument o realiach życia w robotniczej dzielnicy Londynu w latach pięćdziesiątych. Premiera w marcu.
PS. Dla zainteresowanych tą tematyką: już za kilka dni w księgarniach pojawią się wspomnienia najbardziej znanej polskiej położnej Jeanette Kalyty „Położna. 3550 cudów narodzin”. Wyd. Znak, premiera 8 stycznia.

„Tajemnica szkoły dla panien” Joanna Szwechłowicz, wyd. Prószyński i s-ka – od czasów „Małej księżniczki” uwielbiam książki, których akcja toczy się w szkole z internatem/na pensji itp. W tej akurat książce pojawia się dodatkowo wątek kryminalny, a akcja dzieje się w Polsce międzywojennej. Jak dla mnie wystarczająco, by zainteresować i zachęcić do lektury. Premiera 4 lutego.

Mam nadzieję, że uda mi się też przeczytać chociaż część nieprzeczytanych książek z własnych zapasów, na przykład:

„The spy who loved” Clare Mulley – historia Krystyny Skarbek, polskiej agentki wywiadu brytyjskiego w czasach II wojny światowej. Książka ukazała się już po polsku nakładem wydawnictwa Świat Książki pod tytułem „Kobieta szpieg. Polka w służbie Jego Królewskiej Mości”.

„Bunt długich spódnic” George Bidwell – historia Emmeline Pankhurst sufrażystki, walczącej na przełomie XIX I XX wieku o prawa wyborcze dla kobiet, spisana przez autora wielu świetnych zbeletryzowanych biografii historycznych (np. króla Henryka VIII albo królowej Wiktorii).

Chciałabym też jak zwykle nadrobić coś z klasyki. Może "Ziemię obiecaną", "Braci Karamazow" albo coś z Dickensa? 

Mam nadzieję, że ten subiektywny wybór zapowiedzi zainspiruje kogoś do lektury. Wszystkim, którzy tu zaglądają życzę udanego roku 2014, realizacji postanowień noworocznych, wielu ciekawych i inspirujących lektur oraz czasu na ich czytanie.

piątek, 20 grudnia 2013

Iksowie

Wyobraźcie sobie dwie książki. Jedna opowiada o wielkim polskim aktorze, ojcu polskiego teatru, a także o roli samego teatru, czy szerzej – sztuki – w Polsce czasów zaborów. Druga choć liczy 700 stron jest napisana pięknym, barwnym językiem, z ikrą i humorem, nie daje się odłożyć. A teraz wyobraźcie sobie, że te dwie książki to jedno. Napisałam to z  premedytacją, ponieważ jak dla mnie sam zarys fabuły nie wydaje się na tyle ciekawy, by poświęcić czas na tak opasłą książkę. Tymczasem to naprawdę wielka literatura, fantastyczna rozrywka, a przy tym bardzo bogaty wgląd w życie społeczno-polityczne Warszawy z początku XIX wieku. Smaczku lekturze dodaje fakt, że książka ta była zakazane przez władze PRL, a jej autor nazywany był „polakożercą”! Jak można się domyślić, analogie między Polską komunistyczną,  a Polską pod rosyjskim zaborem były zbyt wyraźne. Poza tym bohaterom książki, wśród których oprócz Wojciecha Bogusławskiego znajdziemy takie postaci historyczne jak Julian Ursyn Niemcewicz, Tadeusz Mostowski, książę Adam Czartoryski, daleko od pomnikowości, co u nas niestety bywa przyjmowane niechętnie.

Akcja książki zaczyna się w 1815 roku. Do Warszawy po półrocznym pobycie we Lwowie wraca Wojciech Bogusławski: aktorreżyserpisarz,  tłumacz, dawny dyrektor Teatru Narodowego. Ma 58 lat, wraca zadłużony, właściwie przegrany, ale pełen werwy i nadziei na lepsze jutro. Chce grać, chce kierować teatrem i nic nie jest w stanie go powstrzymać przed realizacją tych planów, choć aktualnym dyrektorem teatru pozostaje jego zięć, któremu w dodatku Bogusławski winien jest olbrzymi dług. Mistrz jest jednak osobą zdeterminowaną, a przede wszystkim wybitnie egocentryczną. Kiedy wreszcie udaje mu się wrócić na scenę, w prasie zaczynają pojawiać się niepochlebne recenzje podpisane tylko literą „X”. Jak się okazuje Towarzystwo Iksów rzeczywiście w historii istniało i skupiało krytyków teatralnych, którzy publikowali recenzje pod tym samym pseudonimem „X”. Przy czym ci krytycy składali się z elity społeczno-politycznej, co w kontekście książki nie pozostaje bez znaczenia. Okazuje się bowiem, że im większa kontrola i im ściślejsza cenzura, tym łatwiej dopatrzeć się drugiego dna w sztuce. Nawet błaha sztuka o zalotach starego arystokraty była odczytywana w kontekście aktualnych wydarzeń politycznych.

Podczas lektury trzy rzeczy wywarły na mnie największe wrażenie. Pierwsza ta ogromna rzetelność, z jaką autor podszedł do tej powieści. Tło społeczno-polityczne, wewnętrzne życie teatru, dyskusje o sztuce, dziewiętnastowieczna Warszawa – wszystko to jest odmalowane bardzo szczegółowo, dzięki czemu czytelnik bez reszty zanurza się w przedstawiony świat. Podobno praca nad opracowaniem materiału do książki zajęła autorowi 5 lat!

Drugą rzeczą, która zrobiła na mnie wrażenie jest sama postać Bogusławskiego i sposób jej przedstawienia. Jak wspomniałam wyżej, daleko mu do szacownego nestora. Jest cholerykiem, intrygantem, lizusem i egocentrykiem. Dla kariery i teatru jest w stanie poświęcić wszystko. Nie liczy się z niczym ani z nikim. Szczególnie widać to na przykładzie Marianny – dawnej kochanki Bogusławskiego, matki jego dzieci, która zdecydowała zostać przy nim jak żona. Ta nigdy nie doceniana, grubiańsko traktowana kobieta jest dokładnym odzwierciedleniem znanej maksymy, że za każdym wielkim człowiekiem stoi mądra kobieta.

And last but not least, język. Z pewnością sam Spiro pisze świetnym, żywym i pełnym wigoru językiem, ale miał też ogromne szczęście, bo w Polsce trafił na tłumacza, który doskonale oddał jego styl i dokonał świetnego przekładu. Książkę czyta się po prostu bosko. Wplecione staropolskie wyrażenia i nienachalny humor to tylko niektóre zalety. („– Mam nadzieję, że nie zrobili panu krzywdy, mój królu. – Nie, jednakowoż spotkały mnie pewne afronty.” s. 204).

Podsumowując, książka choć gruba jest bardzo przyjemną i właściwie lekką lekturą. Przy tym jest książką historyczną rzetelnie opartą na źródłach, co przynosi dodatkowe bonusy w postaci wiedzy o tamtych czasach (ale też o samym teatrze i życiu teatru „od kuchni”). Jak dla mnie wielka uczta! Naprawdę gorąco polecam!

PS. I na koniec uwaga dla wszystkich, których wieczorne motto brzmi: jeszcze tylko dokończę rozdział i idę spać. Ten 700-stronicowy tom nie jest podzielony na żadne rozdziały!

Tytuł: Iksowie
Autor: György Spiró
Tłumacz: Mieczysław Dobrowolny
Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2013

Liczba stron: 704

wtorek, 17 grudnia 2013

Żar


Generał ma siedemdziesiąt pięć lat i od czterdziestu lat na coś czeka. To coś wydarzy się właśnie dzisiaj, tego dnia, kiedy zaczyna się ta niepozorna książeczka (144 strony). Co to będzie? Na początek wiemy tylko tyle, że będzie to wizyta. Ale czyja? I dlaczego generał czeka na nią od tylu lat? Strona po stronie rozwija się przed czytelnikiem historia – wydawałoby się dość banalna o przyjaźni, miłości i o zdradzie. Jednak to nie sama historia nie stanowi meritum tej książki, stanowi go tytułowy „żar”, czyli to, co się tli w duszy człowieka i co trzyma go przy życiu. W przypadku generała jest to chęć poznania odpowiedzi na dwa nurtujące go od czterdziestu lat pytania ­– po prostu musi dożyć tego dnia, kiedy wszystko się wyjaśni. 

Fabuła w tej książce, choć jak w dobrym kryminale odkrywana jest stopniowo, po kolei zarysowując przed czytelnikiem wydarzenia z przeszłości, jest istotna dla treści tylko o tyle, o ile pozwala na przedstawienie dylematów moralnych bohaterów. Spotkanie po latach dwóch dawnych przyjaciół staje się okazją do omówienia pewnych spraw z przeszłości, odkrycia sedna zdarzeń. Jednak okazuje się, że czterdzieści lat czekania na wyjaśnienie bardzo zmienia perspektywę. I już nie chodzi o proste „szczegóły (…) z policyjnego raportu (…) materiał sądowy” (s. 125), bo te po tylu latach rozważań schodzą na dalszy plan, opadają emocje i zostają tylko te najważniejsze pytania. Niestety nie zawsze da się uzyskać na nie odpowiedź.

„Coś jeszcze żyje w twoim sercu, jakieś wspomnienie, jakiś mglisty cel, chciałbyś kogoś ponownie zobaczyć, chciałbyś coś powiedzieć, czegoś dowiedzieć się i wiesz dobrze, że pewnego dnia nadejdzie ta chwila, i wtedy raptem nie będzie już czymś tak definitywnie ważnym poznanie prawdy i reakcja na nią, jak sądziłeś w ciągu tych lat oczekiwania.” (s.130)

Zaskakujące, jak wiele treści, zawarł autor na tak niewielu stronach. Książka jest bardzo „gęsta”, nie sposób czytać jej pobieżnie. Każde zdanie ma znaczenie, każda myśl prowadzi do następnej i do ważnych wniosków. Najkrócej mówiąc, jest to książka o człowieku: o przyjaźni, o miłości, o pamięci, o czekaniu, o granicach, o wybaczeniu.  Choć brzmi to niezwykle podniośle i może przez to trochę zniechęcająco, to lektura tej książki naprawdę wciąga i właściwie trudno ją odłożyć na bok. Polecam spróbować!

Tytuł: Żar
Autor: Sandor Marai
Przekład: Feliks Netz
Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania: 2006
Liczba stron: 144