czwartek, 22 stycznia 2015

Jeszcze podsumowanie

Widzę, że jeszcze gdzieniegdzie pojawiają się podsumowania minionego roku, co dodało mi śmiałości, by samej takie spóźnione podsumowanie zamieścić.

Przeczytałam w tym roku chyba tylko 33 książki, co daje niespełna 3 książki miesięcznie. Statystykę zaniżyła mi "Antologia", która spokojnie mogłaby się równać 5-10 książkom. Na swoją kolejkę do bloga czeka z tego aż 9 pozycji. Wśród nich "Czesałam ciepłe króliki", "Mundra", "Wilk stepowy" czy "To oślepiające nieobecne światło". Wszystkie fajne i poruszające, wszystkie warte polecenia.

W ogóle mam wrażenie, że choć czytam mało (mniej niż bym chciała), to czytam dobrze jakościowo. Spośród tych 33 książek naprawdę trudno byłoby mi wybrać książkę roku - wszystkie były warte lektury. Jednak kilka z nich szczególnie:  "Eli, Eli", "W oblężeniu", "Król kier znów na wylocie", "Dziewczynko roznieć ogienek", "To oślepiające nieobecne światło".




piątek, 28 listopada 2014

Kącik malucha: Ekspres polarny

Jeśli chodzi o książeczki o tematyce bożonarodzeniowej, na pierwszy rzut oka jest ich mnóstwo. Po bliższym przyjrzeniuokazuje się niestety, że większość z nich nie grzeszy jakością: nieprzemyślana treść, byle jakie obrazki i wizualny zgiełk. Znalezienie ładnej i wartościowej książki świątecznej wymaga sporego zachodu lub odrobiny szczęścia. Zupełnym przypadkiem znalazłam jedną taką książkę wczoraj w bibliotece. Jest to „Ekspres polarny” Chrisa van Allsburga (wyd. Sonia Draga).

Już okładka mnie urzekła: w wieczornym mroku, wśród ciężkich gęsto padających płatków śniegu, w kłębach pary stoi wielka, czarna lokomotywa, a jej reflektor przebija się przez zimową noc. Ilustracje wewnątrz książki są równie piękne i sugestywne. A towarzyszy im wzruszająca, pełna magii opowieść o świętym Mikołaju: pewien chłopiec leżąc w nocy w łóżku nasłuchuje dźwięku sań Mikołaja. Choć mówiono mu, że Mikołaj nie istnieje, chłopiec jest przekonany, że to nieprawda. Tymczasem zamiast dzwonków sań, słyszy odgłos pociągu. Kiedy wygląda przez okno pod jego domem stoi ogromna lokomotywa ciągnąca wiele wagonów. Co to za pociąg? Ekspres polarny. A dokąd zmierza? Jak to dokąd?! Na Biegun Północny!

Tekstu w książce nie ma za wiele: na wielkie (na półtorej stronicy) ilustracje, przypada parę linijek tekstu, dzięki czemu książka nadaje się nawet dla młodszych dzieci, którym jeszcze trudno skupić się na dłuższej treści. Poza tym te ilustracje są tak wymowne, że naprawdę nie potrzeba więcej słów.




Jeśli szukacie dla swojego lub innego dziecka książki na Mikołaja, to na pewno będzie świetny wybór!

Tytuł: Ekspres polarny
Ilustracje: Chris van Allsburg
Przekład: Sonia Draga
Wydawnictwo: Sonia Draga, 2005


niedziela, 5 października 2014

Dziewczynko, roznieć ogienek

Co za książka! Co za książka! Jestem pod wielkim wrażeniem. Ale po kolei.

Książka zaczyna się gdzieś w czasach powojennych w cygańskiej osadzie w Czechosłowacji. Wtedy na świat przychodzi mały Andrejko Dunka, którego losy stanowią główny wątek książki. Życie Andrejka biegnie niczym kolejka górska: raz wysoko do góry, zaraz ostro w dół. Mały Andrejko okazuje mieć wyjątkowo szybkie i zwinne ręce, więc pozostawiając ukochaną dajori (mamę) w osadzie wyrusza z wujkiem Sztefenem do Pragi na zarobek. Tam poznaje  prawdziwe życie Cygana wśród gadziów. Właściwie nikt nie ma wyboru, Cyganie nie chcą się dostosować do gadziowskich zasad, więc pozostaje im jedynie anarchistyczne życie na marginesie: mężczyźni utrzymują się z kradzieży, kobiety z prostytucji, rodziny z zasiłków. Andrejko choć jest Cyganem całym sercem i całą duszą, nie chce żyć w ten sposób. To nie jego miejsce. Całe życie i całą książkę szuka dla siebie azylu, miejsca, w którym będzie czuł się dobrze i bezpiecznie; w którym będzie mógł żyć w zgodzie ze wszystkimi; w którym będzie mógł założyć i utrzymać rodzinę. Jednak za każdym razem, kiedy już się wydaje, że Anderjkowi się uda, że przezwycięży to wiszące nad nim jako Cyganem fatum, dochodzą do głosu mroczne stereotypy, ludzka nietolerancja i nienawiść, które do zera niszczą plany i marzenia chłopca. Jednak mimo to Andrejko się nie poddaje, nie podejmuje łatwego, przestępczego życia (w którym tak naprawdę mógłby liczyć przynajmniej na wsparcie rodziny), lecz sam uparcie dąży do swojego ideału.

To piękna i przejmująca książka o tym, jak trudno wyrwać się ze stereotypów. Andrejko próbuje być praworządnym obywatelem, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto rzuci podejrzenie właśnie na niego, właśnie dlatego, że jest Cyganem. Wśród swoich też jest traktowany jako dziwak -  bo dlaczego właściwie się przejmuje? Dlaczego nie chce żyć tak jak wszyscy Cyganie w tej rodzinie, kradnąc, bijąc, zmuszając siostry do prostytucji? Utarte schematy przecież tak bardzo ułatwiają nam życie…

Andrejko szuka siebie, swojej wolności, swojego cygaństwa, swojego miejsca. Tuła się po kraju, znajdując przystanek to w Pilźnie, to w miejscu dawnej rodzinnej osady gdzieś u granic Słowacji. I choć czasami trafia na ludzi, którzy potrafią wyjść poza stereotypy i dać mu szansę, to w większości przypadków jego życie i los beznadziejnie zależą od tych, którym stereotypy wystarczają albo wręcz są wyraźnie na rękę.

Książka jest napisana żywym językiem (brawo również dla tłumaczki), który momentalnie przenosi nas albo pod rozgwieżdżone niebo do cygańskiej osady, albo na zaszczaną klatkę schodową w domu Dunków w praskim Zizkovie. Jako czytelnik bardzo przeżywałam z Andrejkiem jego historię, budziła się we mnie nadzieja na lepsze, strach przed jakimś bliżej nieokreślonym złem, wreszcie żal, kiedy znowu zamiast happy-endu następował dramat.

Oprócz samej przyjemności z czytania świetnej fabuły, książka daje też do myślenia. Smaus przedstawia naród cygański takim, jaki jest, bez upiększania, bez wybielania. A jednak poprzez starego czeskiego nauczyciela zadaje pytania: „To wszystko wymknęło nam się z rąk, pomyślał z goryczą. Tak szybko wszystko zniszczyliśmy. Cygańskich wójtów posłaliśmy do kopalń albo od razu do więzienia, mężczyzn w sile wieku – do stalowni, starszych – do domów starców, dzieciaki – do domów dziecka. Porwaliśmy, poszarpaliśmy wszystko, a co daliśmy im w zamian? Co za ich dzieci, wozy, konie? Pieniądze, tylko pieniądze. (…) Jak wiewiórka, która zamiast pokazać młodym, jak się biega po drzewach (…) i łuska nasiona z szyszek, prowadzi je (…) na ławeczki, gdzie wysiadują emeryci, od których można wyżebrać kawałek bułki.” (s.144)

Świetna, wstrząsająca książka, która każe się zastanowić nad swoją postawą wobec stereotypów.

PS. I jaka piękna, nastrojowa okładka projektu Justyny Boguś!

Tytuł: Dziewczynko, roznieć ogienek
Autor: Martin Smaus
Tłumacz: Dorota Dobrew
Wydawnictwo: Czeskie klimaty
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 342