piątek, 28 listopada 2014

Kącik malucha: Ekspres polarny

Jeśli chodzi o książeczki o tematyce bożonarodzeniowej, na pierwszy rzut oka jest ich mnóstwo. Po bliższym przyjrzeniuokazuje się niestety, że większość z nich nie grzeszy jakością: nieprzemyślana treść, byle jakie obrazki i wizualny zgiełk. Znalezienie ładnej i wartościowej książki świątecznej wymaga sporego zachodu lub odrobiny szczęścia. Zupełnym przypadkiem znalazłam jedną taką książkę wczoraj w bibliotece. Jest to „Ekspres polarny” Chrisa van Allsburga (wyd. Sonia Draga).

Już okładka mnie urzekła: w wieczornym mroku, wśród ciężkich gęsto padających płatków śniegu, w kłębach pary stoi wielka, czarna lokomotywa, a jej reflektor przebija się przez zimową noc. Ilustracje wewnątrz książki są równie piękne i sugestywne. A towarzyszy im wzruszająca, pełna magii opowieść o świętym Mikołaju: pewien chłopiec leżąc w nocy w łóżku nasłuchuje dźwięku sań Mikołaja. Choć mówiono mu, że Mikołaj nie istnieje, chłopiec jest przekonany, że to nieprawda. Tymczasem zamiast dzwonków sań, słyszy odgłos pociągu. Kiedy wygląda przez okno pod jego domem stoi ogromna lokomotywa ciągnąca wiele wagonów. Co to za pociąg? Ekspres polarny. A dokąd zmierza? Jak to dokąd?! Na Biegun Północny!

Tekstu w książce nie ma za wiele: na wielkie (na półtorej stronicy) ilustracje, przypada parę linijek tekstu, dzięki czemu książka nadaje się nawet dla młodszych dzieci, którym jeszcze trudno skupić się na dłuższej treści. Poza tym te ilustracje są tak wymowne, że naprawdę nie potrzeba więcej słów.




Jeśli szukacie dla swojego lub innego dziecka książki na Mikołaja, to na pewno będzie świetny wybór!

Tytuł: Ekspres polarny
Ilustracje: Chris van Allsburg
Przekład: Sonia Draga
Wydawnictwo: Sonia Draga, 2005


niedziela, 5 października 2014

Dziewczynko, roznieć ogienek

Co za książka! Co za książka! Jestem pod wielkim wrażeniem. Ale po kolei.

Książka zaczyna się gdzieś w czasach powojennych w cygańskiej osadzie w Czechosłowacji. Wtedy na świat przychodzi mały Andrejko Dunka, którego losy stanowią główny wątek książki. Życie Andrejka biegnie niczym kolejka górska: raz wysoko do góry, zaraz ostro w dół. Mały Andrejko okazuje mieć wyjątkowo szybkie i zwinne ręce, więc pozostawiając ukochaną dajori (mamę) w osadzie wyrusza z wujkiem Sztefenem do Pragi na zarobek. Tam poznaje  prawdziwe życie Cygana wśród gadziów. Właściwie nikt nie ma wyboru, Cyganie nie chcą się dostosować do gadziowskich zasad, więc pozostaje im jedynie anarchistyczne życie na marginesie: mężczyźni utrzymują się z kradzieży, kobiety z prostytucji, rodziny z zasiłków. Andrejko choć jest Cyganem całym sercem i całą duszą, nie chce żyć w ten sposób. To nie jego miejsce. Całe życie i całą książkę szuka dla siebie azylu, miejsca, w którym będzie czuł się dobrze i bezpiecznie; w którym będzie mógł żyć w zgodzie ze wszystkimi; w którym będzie mógł założyć i utrzymać rodzinę. Jednak za każdym razem, kiedy już się wydaje, że Anderjkowi się uda, że przezwycięży to wiszące nad nim jako Cyganem fatum, dochodzą do głosu mroczne stereotypy, ludzka nietolerancja i nienawiść, które do zera niszczą plany i marzenia chłopca. Jednak mimo to Andrejko się nie poddaje, nie podejmuje łatwego, przestępczego życia (w którym tak naprawdę mógłby liczyć przynajmniej na wsparcie rodziny), lecz sam uparcie dąży do swojego ideału.

To piękna i przejmująca książka o tym, jak trudno wyrwać się ze stereotypów. Andrejko próbuje być praworządnym obywatelem, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto rzuci podejrzenie właśnie na niego, właśnie dlatego, że jest Cyganem. Wśród swoich też jest traktowany jako dziwak -  bo dlaczego właściwie się przejmuje? Dlaczego nie chce żyć tak jak wszyscy Cyganie w tej rodzinie, kradnąc, bijąc, zmuszając siostry do prostytucji? Utarte schematy przecież tak bardzo ułatwiają nam życie…

Andrejko szuka siebie, swojej wolności, swojego cygaństwa, swojego miejsca. Tuła się po kraju, znajdując przystanek to w Pilźnie, to w miejscu dawnej rodzinnej osady gdzieś u granic Słowacji. I choć czasami trafia na ludzi, którzy potrafią wyjść poza stereotypy i dać mu szansę, to w większości przypadków jego życie i los beznadziejnie zależą od tych, którym stereotypy wystarczają albo wręcz są wyraźnie na rękę.

Książka jest napisana żywym językiem (brawo również dla tłumaczki), który momentalnie przenosi nas albo pod rozgwieżdżone niebo do cygańskiej osady, albo na zaszczaną klatkę schodową w domu Dunków w praskim Zizkovie. Jako czytelnik bardzo przeżywałam z Andrejkiem jego historię, budziła się we mnie nadzieja na lepsze, strach przed jakimś bliżej nieokreślonym złem, wreszcie żal, kiedy znowu zamiast happy-endu następował dramat.

Oprócz samej przyjemności z czytania świetnej fabuły, książka daje też do myślenia. Smaus przedstawia naród cygański takim, jaki jest, bez upiększania, bez wybielania. A jednak poprzez starego czeskiego nauczyciela zadaje pytania: „To wszystko wymknęło nam się z rąk, pomyślał z goryczą. Tak szybko wszystko zniszczyliśmy. Cygańskich wójtów posłaliśmy do kopalń albo od razu do więzienia, mężczyzn w sile wieku – do stalowni, starszych – do domów starców, dzieciaki – do domów dziecka. Porwaliśmy, poszarpaliśmy wszystko, a co daliśmy im w zamian? Co za ich dzieci, wozy, konie? Pieniądze, tylko pieniądze. (…) Jak wiewiórka, która zamiast pokazać młodym, jak się biega po drzewach (…) i łuska nasiona z szyszek, prowadzi je (…) na ławeczki, gdzie wysiadują emeryci, od których można wyżebrać kawałek bułki.” (s.144)

Świetna, wstrząsająca książka, która każe się zastanowić nad swoją postawą wobec stereotypów.

PS. I jaka piękna, nastrojowa okładka projektu Justyny Boguś!

Tytuł: Dziewczynko, roznieć ogienek
Autor: Martin Smaus
Tłumacz: Dorota Dobrew
Wydawnictwo: Czeskie klimaty
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 342

środa, 1 października 2014

Sezon na nagrody cz. 3 - Angelus

Wreszcie 18 października zostanie przyznana nagroda Angelusa. To najmniej popularna ze wszystkich trzech nagród, o których piszę, ale jej znaczenie z roku na rok rośnie. Angelus czyli Literacka Nagroda Europy Środkowej to najważniejsza nagroda w dziedzinie twórczości prozatorskiej rejonu Europy Środkowej tłumaczonej na język polski. Oprócz autora, nagrodę otrzymuje również tłumacz zwycięskiej książki. W tym roku wśród nominowanych są:



CZAS KOBIET Jelena Czyżowa (Rosja), Czarne, przekład Agnieszka Sowińska - Los Antoniny to okrutna parafraza historii bohaterki lubianego we wszystkich krajach byłego Związku Radzieckiego filmu „Moskwa nie wierzy łzom”. Zwyczajna kobieta, pracownica jednej z socjalistycznych fabryk, zachodzi w ciążę. Rodzi córkę, którą zajmują się trzy starsze sąsiadki z komunałki. Jedna jest arystokratką, a jej w domu rodzinnym mówiło się po francusku, druga ukończyła zaledwie trzy klasy szkoły podstawowej, trzecia to chłopka, która miała romans z hrabią... Łączy je wspólne doświadczenie oblężenia Leningradu i żałoba po utraconych bliskich. Czas kobiet to powieść o przypadkowej rodzinie złożonej z pięciu kobiet, która okazuje się dużo prawdziwsza i silniejsza od niejednej „normalnej” radzieckiej rodziny.

Moja recenzja tutaj.

CHORBA LIBENKRAFTA Ołeksandr Irwaneć (Ukraina), przekład Natalia Bryżko, Natalia Zapo. - Głównym bohaterem Choroby Libenkrafta jest Igor - prowincjonalny aktor, członek miejskiego zespołu teatralnego. Już w pierwszej scenie obserwuje lincz na młodym człowieku, u którego pasażerowie tramwaju zauważyli plamki na oczach. W dużym, przemysłowym mieście, w którym osadzono akcję powieści, szerzy się bowiem epidemia nowej, nieznanej choroby o nie do końca zbadanych przyczynach i skutkach. Plamki na oczach są jednym z objawów tajemniczego trądu, który atakuje mieszkańców. Niewyjaśniona choroba wzbudza lęk i agresję, zaburza monotonny rytm życia fikcyjnej, lecz przywodzącej na myśl późnokomunistyczną lub postkomunistyczną, krainy. Kolejna powieść Ołeksandra Irwanća jest - jak cała jego proza - utrzymana w klimacie "historii alternatywnej".

WYPADEK Ismail Kadare (Albania), Świat Książki, przekład Dorota Horodyska - Nowa powieść wybitnego albańskiego powieściopisarza, laureata Międzynarodowej Nagrody Bookera w roku 2005, zaczyna się od dziwnego wypadku taksówki na autostradzie pod Wiedniem. Daje on początek nie mniej tajemniczemu śledztwu, w którym co rusz pojawiają się nowe tropy i domysły. Co łączyło dwie śmiertelne ofiary wypadku, albańskich emigrantów: specjalistę ds. bałkańskich w Radzie Europy i pracownicę Instytutu Archeologii? Ich związek osobisty (romans?) wydaje się nie mniej burzliwy i niejasny, jak historia ich politycznego zaangażowania w konflikt na Bałkanach i jego konsekwencje. Czy na pewno zginęli w wypadku? Może był to zamach? A może podwójne samobójstwo?

OSTATNIE ROZDANIE Wiesław Myśliwski (Polska), Znak - "Ostatnie rozdanie" to dzieło „totalne”, które chce objąć całość ludzkiego doświadczenia, dotknąć tajemnicy bytu. Jest zachętą do myślenia, nie poucza, nie moralizuje i nie ocenia. Pokazuje życie z jego dobrymi i złymi stronami. To powieść filozoficzna i wielowymiarowa, której tematem jest człowiek i ludzki los zawieszony między przypadkiem a koniecznością. Perfekcyjnie skonstruowana, zachęca do lektury wielokrotnej – przy każdej pozwalając odkryć jej nowe wymiary i perspektywy. Żywioł opowieści sprawia, że czytelnik zatapia się w niej i oddaje się jej zniewalającemu nurtowi.

ZDARZYŁO SIĘ PIERWSZEGO WRZEŚNIA (ALBO KIEDY INDZIEJ) Pavol Rankov (Słowacja), Książkowe Klimaty, przekład Tomasz Grabiński - Pierwszy września 1938 roku. Basen w Levicach gdzieś w centrum Europy. Trzech nastolatków – Węgier, Czech i Żyd – organizuje prywatne zawody pływackie. Nagrodą dla zwycięzcy będzie prawo do ubiegania się o względy pięknej rówieśniczki Márii. Peter, Jan i Gabriel nie wiedzą jednak, że ich wyścig będzie trwał przez kolejne 30 lat. Młodzieńcza miłość zmieni życie całej czwórki.Fascynacji jedną kobietą nie przerwą ani wojna, ani pierwsze dwie dekady komunistycznych rządów w Czechosłowacji, choć historia i polityka wystawią ich przyjaźń na ciężką próbę. Losy głównych bohaterów przeplatają humorystyczne epizody, w których gościnnie pojawiają się autentyczne postaci historyczne takie jak Miklós Horthy, Jozef Tiso, Klement Gottwald czy Iwan Koniew.

Moja recenzja tutaj.

DZIEWCZYNKO, ROZNIEĆ OGIENEK Martin Šmaus (Czechy), Książkowe Klimaty, przekład Dorota Dobrew - Pomiędzy zapadłą górską wioską na wschodnich krańcach dawnej Czechosłowacji, a wielkimi miastami obu nowych państw rozgrywa się życie Andrejka Dunki. Jego los jako Cygana jest, jak się zdaje, przesądzony. Zarówno rodzina, jak i gadzie, chcą go wtłoczyć w utarte, działające od lat schematy, na które nikt nie narzeka. Nikt, poza nim samym, bo Andrejko w odróżnieniu od innych chce tylko spokojnie żyć. Niczym mityczny Odyseusz przemierza rozpadający się kraj. Ta wieloletnia wędrówka w poszukiwaniu wolności zamienia się jednak w bezsilną walkę z rzeczywistością i własnymi uczuciami. Historia tułaczki, miejscami liryczna, miejscami naturalistycznie okrutna, pozwala zrozumieć rozdartą cygańską duszę.

Moja recenzja tutaj.

WARSZTAT DIABŁA Jachym Topol (Czechy), WAB, przekład Leszek Engelking - Wstrząsająca opowieść o komercjalizacji zbrodni. Młody mężczyzna ucieka z Terezina – czeskiej twierdzy, na terenie której hitlerowcy założyli obóz koncentracyjny. Jego jedyny bagaż to Pajączek – pendrive zawierający bazę kontaktów do bogatych osób ocalonych z holokaustu. Za ich pieniądze wspólnie z wujkiem Lebo i młodymi ludźmi z całego świata założyli komunę: turystom odwiedzającym Terezin sprzedawali T-shirty z Franzem Kafką, serwowali getto pizzę, organizowali dla nich Warsztaty Radości. Jednak władzom nie spodobała się ta działalność, więc postanowiły ją ukrócić. A teraz mężczyzna wyrusza na Białoruś, by zaangażować się w budowę nowego muzeum…
Czy pamięć o największych zbrodniach totalitaryzmów można przekuć w lukratywny biznes, a symboliczne miejsca kaźni zamienić w najbardziej pożądane cele turystycznych wycieczek?


Angelus to moim zdaniem najciekawsza nagroda. Wszystkie książki brzmią tak zachęcająco, że przeczytałabym je od razu.  W ciemno polecam każdą z nominowanych książek. 

czwartek, 25 września 2014

Sezon na nagrody cz. 2 - Booker

Kolejna w kalendarzu (pierwsza połowa października) jest Nagroda Nobla, ale tu – jak wiadomo – listy nominowanych nie ma. Wśród bukmacherów najczęściej pojawia (od kilku już lat) Haruki Murakami, Philip Roth i Joyce Carol Oates. Ale przecież szwedzka akademia lubi zaskoczyć.

Tymczasem 14 października zostanie przyznana nagroda Bookera. To najważniejsza nagroda literacka w Wielkiej Brytanii. Od ubiegłego roku zmieniły się zasady jej przyznawania: wcześniej obejmowała tylko autorów z samej Wielkiej Brytanii lub Commonwealth, natomiast obecnie mogę się o nią ubiegać wszyscy pisarze anglojęzyczni, więc również pisarze amerykańscy. Ubiegłoroczny Booker (sążnista powieść Eleaonor Catton „Wszystko, co lśni”) lada moment będzie mieć swoją polską premierę, a tymczasem o tegoroczną nagrodę starają się:



TO RISE AGAIN AT A DECENT HOUR Joshua Ferris -  Paul O'Rourke, 40-letni nieco zgorzkniały dentysta, prowadzi dobrze prosperującą praktykę stomatologiczną w Nowym Jorku. Odkrywa jednak, że potrzebuje w życiu czegoś więcej niż stałych przychodów i idealnego mochaccino. Tylko czego? Paul próbuje odnaleźć sens życia, a tymczasem na Facebooku i Twitterze pojawiają się jakieś konta założone na jego nazwisko. To, co z początku wydaje się być tylko skandalicznym naruszeniem prywatności, wkrótce staje się czymś bardziej niepokojącym: a co jeśli internetowy „Paul” jest lepszą wersją tego realnego? Kto za tym wszystkim stoi i czy Paul z tego wszystkiego nie zwariuje?

THE NARROW ROAD TO THE DEEP NORTH Richard Flanagan - The Narrow Road to the Deep North to obejmująca ponad pół wieku historia miłosna pewnego lekarza do żony jego wuja. Tytuł tej książki nawiązuje do jednej z najsłynniejszych pozycji japońskiej literatury autorstwa słynnego poety haiku Basho. Flanagan za rdzeń książki obrał sobie jeden z najbardziej niechlubnych epizodów z historii Japonii: budowę tzw. kolei śmierci między Tajlandią a Birmą w czasie II wojny światowej. W obozie jenieckim na trasie tej kolei chirurg Dorrigo Evans walczy o zdrowie i życie swoich podkomendnych, próbując chronić ich przed śmiercią głodową, pobiciami i cholerą, ale wciąż nie może zapomnieć o romansie z młodą żoną swego wuja. Pewnego dnia otrzymuje list, który na zawsze zmieni jego życie.

WE ARE ALL COMPLETELY BESIDE OURSELVES Karen Joy Fowler  -  Rosemary jako dziecko cały czas mówiła. Buzia jej się nie zamykała, a gdy chciała opowiedzieć jakąś historię, rodzice prosili, żeby zaczęła od środka. Teraz jednak Rosemary zaczyna studia i nie mówi prawie nic. A już na pewno nie o swojej rodzinie. Więc i my nic nie powiemy: czytelnik musi sam odkryć, dlaczego jej nieszczęśliwa rodzina jest tak inna od wszystkich. Rosemary jest teraz jedynaczką, ale miała kiedyś siostrę rówieśniczkę i starszego brata. Jednak oboje zniknęli z jej życia. Opowiada swoją zagmatwaną historię od końca w stronę początku. Dwa razy.

J,  Howard Jacobson – J, to niezrównanie dziwna historia miłosna, jednocześnie delikatna i przerażająca. Opowieść toczy się w przyszłości, w świecie, w którym przeszłość to niebezpieczna kraina, której lepiej nie wspominać ani nie odwiedzać. Dwoje ludzi zakochuje się w sobie nie wiedząc ani skąd pochodzą, ani dokąd zmierzają. Nie są pewni, czy miłość spadła na nich sama, czy na czyjś rozkaz. Tylko czyj? Jakaś wielka katastrofa ciąży nad życiem każdego bohatera tej powieści – jakieś wydarzenie z przeszłości, owiane tajemnicą, zaprzeczeniem i przeprosinami, określane jako „to, co się zdarzyło, o ile się zdarzyło”.

THE LIVES OF OTHERS, Neel Mukherjee - Kalkuta, rok 1967. Bez wiedzy rodziny Supratik wplatał się w niebezpieczną polityczną działalność ekstremistyczną. Supratik ogarnięty idealistycznymi mrzonkami chce zmienić swoje życia i cały świat. Kiedy znika, zostaje po nim tylko pożegnalny list… Stojący na czele rodu Goshów najstarsi członkowie rodziny nie są świadomi, że pod ledwie poruszoną powierzchnią ich życia, tak naprawdę usuwa się grunt. To coś więcej niż toksyczna rywalizacja pomiędzy szwagierkami, destrukcyjne tajemnice i upadek rodzinnego biznesu, to rozpad rodziny na tle rozpadu społeczeństwa. Bo oto nadszedł czas niepokojów, nieuniknionej zmiany, a przepaść pomiędzy pokoleniami i pomiędzy biednymi i bogatymi jeszcze nigdy nie była tak głęboka.

HOW TO BE BOTH, Ali Smith - How to be Both to powieść o różnorodności sztuki. To szybko rozwijająca się, lawirująca pomiędzy gatunkami polemika między formą, czasem, prawdą i fikcją. Pewien renesansowy artysta z 1640 roku i dziecko pewnego dziecka z lat 60 XX wieku. Dwie historie o miłości i niesprawiedliwości łączą się w jedną opowieść, gdzie czas staje się bezczasem, struktura płata figle, wiedza umyka, fikcja się urealnia, a każdy dostaje drugą szansę.


Nie czytałam jeszcze żadnej z nominowanych w tym roku do Bookera książek. Najciekawsze wydają mi się pierwsze trzy pozycje i chętnie po nie sięgnę, kiedy nadarzy się okazja.

wtorek, 23 września 2014

Sezon na nagrody cz. 1 - Nike


Zbliża się październik, czyli miesiąc nagród literackich. W jednym miesiącu poznamy laureatów Nagrody Nike, Bookera, Angelusa i Nobla. To jest bardzo dobrze pomyślane, że te nagrody są przyznawane jesienią, bo gdyby ktoś nie wiedział, co by tu poczytać jesiennymi wieczorami, dostaje mnóstwo świetnych propozycji. I Mikołajowi w razie czego łatwiej utrafić dobry prezent... ;)

Jako pierwsza zostanie przyznana nasza rodzima Nagroda Nike. Gala odbędzie już 5 października (nawet będzie re-transmisja w telewizyjnej dwójce). Nominowane książki to:


1. NIEBKO, Brygida Helbig, W.A.B., Warszawa - Marzena opowiada historię swojej rodziny, która jest fragmentem historii narodu polskiego i niemieckiego. Przed wojną na Kresach służąca polskich rolników rodzi na strychu dziecko i umiera. Od tego momentu rodzinie towarzyszy tajemnica, z którą zmierzyć się muszą kolejne pokolenia. Zimą roku 1939 uboga rodzina niemiecka, matka z trójką dzieci, nakazem Hitlera opuszcza Galicję i przesiedla się nad Wartę. W styczniu 1945 roku w trzaskający mróz ponownie pakuje manatki na furmankę i uciekając przed Armią Czerwoną próbuje wrócić do Rzeszy. Marzena mieszka w Anglii i rozplątuje skomplikowane losy swojej rodziny…

2. OŚCI, Ignacy Karpowicz, Wydawnictwo Literackie Kraków - Człowiek bez k-ości, realia współczesn-ości, wiele możliw-ości… Najnowsza powieść Ignacego Karpowicza – laureata Paszportu Polityki – o zagmatwanej naturze relacji międzyludzkich, pełnych gier i sądów. Czasem pół-, a czasem serio. I bardzo dobrze. Bardzo. (…)Jak zrozumieć człowieka, który wykasował profil na facebooku? Czy warto słuchać rad zachłannej tchórzofretki? Czy żona może polubić kochankę męża? W końcu – co może łączyć małżeństwo, gejowską parę, mężczyznę zupełnie pozbawionego owłosienia oraz kobietę o niejednoznacznej tożsamości? Wbrew pozorom –bardzo wiele…

3. ZAJEŹDZIMY KOBYŁĘ HISTORII. WYZNANIA POOBIJANEGO JEŹDŹCA, Karol Modzelewski, Iskry, Warszawa - Wspomnienia wybitnego historyka mediewisty, działacza politycznego, jednego z grona najbardziej znanych opozycjonistów z czasów Polski socjalistycznej. Książka ukazuje dzieje rodziny i losy jego samego na tle historii politycznej Polski od lat czterdziestych XX wieku po chwilę obecną. Opowiedziana z troską o szczegóły historyczne ukazuje postawy opozycjonistów z lat sześćdziesiątych, z czasu „Solidarności” i okresu przemian ustrojowych w naszym kraju, zwraca uwagę na wielość koncepcji i różnorodność dróg dojścia do pełnej demokratyzacji życia politycznego w Polsce od prób naprawiania systemu socjalistycznego aż po zupełne odejście od jego założeń. Napisana czystym, precyzyjnym językiem historia jest dokumentem o kolosalnym znaczeniu dla zrozumienia dziejów Polski w drugiej połowie dwudziestego wieku.

4. WIELE DEMONÓW, Jerzy Pilch, Wielka Litera Warszawa - Najnowsza powieść Jerzego Pilcha jest właśnie takim prawdziwym świętem opowieści – mądrej i rozbuchanej, snutej arcybogatym językiem, pełnej zaskakujących zdarzeń i smakowitych detali, pogrążonej w magicznej atmosferze, panoramicznej niczym „Sto lat samotności”, zaludnionej tyleż swojskimi, co dziwacznymi, osobliwie zabawnymi postaci, jakich pozazdrościłby Fellini z „Amarcordu”, a zarazem mówiącej o sprawach ważnych, najważniejszych, ostatecznych.

5. NOCNE ZWIERZĘTA, Patrycja Pustkowiak, W.A.B., Warszawa - Znakomity debiut powieściowy. W rolach głównych młoda kobieta, Warszawa i noc. Po zmroku Miasto ukazuje drugą twarz. Na ulice wychodzą zwierzęta. Tamara Mortus, kobieta upadła i dumna zarazem, fascynująca i odstręczająca, wyrusza w podróż do kresu nocy szlakiem galerii handlowych, klubów i kasyn. Spotyka podobnych sobie, głodnych ekstazy desperatów. Chce spróbować wszystkiego: alkoholu, narkotyków, pornografii. Dotrzeć do granicy doświadczenia. Okazuje się jednak, że wszystko, czym chciała się bawić, tak naprawdę bawi się nią. Jej wyprawa skończy się morderstwem.

6. NADJEŻDŻA, Szymon Słomczyński, Biuro Literackie Wrocław - Słomczyński w sposób szczery i bezkompromisowy konfrontuje się z rzeczywistością. Unikając osobistego zaangażowania, poecie udaje się dokonać szczerej i odważnej demaskacji, nieustannie zmieniając maski i role. Tom Nadjeżdża przypomina tym samym zabawę w chowanego, gdzie ukrywanie się w gąszczu słów jest już celem samym w sobie – istotą poezji. 

7. JEDEN, Marcin Świetlicki, EMG, Kraków - "Jeden", to książka o nowym początku, trwaniu przy życiu, ale także o niepewności i lęku, śmierci, stosunku do poezji, przewadze rzeczywistości nad wierszem. Nie pozbawiona ironii i dystansu wobec tego, co mieszczańskie zarówno w życiu, jak i literaturze. Świetlicki jest zawsze w innym miejscu, niż chcielibyśmy go widzieć. Świetnie to potrafi… (Jarosław Borowiec, portal Culture)

O ile nie podałam inaczej, opisy i zdjęcia ze stron wydawnictw.


Osobiście niczego z tej listy jeszcze nie czytałam, choć na kundelku od jakiegoś czasu czekają już „Ości”. Bardzo mnie też ciekawi Pilch i Helbig – te bym bardzo chętnie przeczytała.

poniedziałek, 15 września 2014

Papusza

Chyba każdy słyszał już o „Papuszy” – jeśli nie o książce, to o filmie, albo na odwrót.  A jeśli ktoś nie słyszał, to chwilkę opowiem: Papusza (w języku roma oznaczająca lalkę) to przezwisko czy raczej pseudonim artystyczny Bronisławy Wajs, Cyganki* i poetki. Papusza była postacią niezwykłą, bo nie dość, że jako kobieta cygańska, umiała czytać i pisać, to jeszcze okazała się samorodnym talentem poetyckim, który zafascynował Jerzego Ficowskiego i Juliana Tuwima (obaj żywo zainteresowani tematyką cygańską). Poeci wypromowali twórczość Papuszy, przy okazji – na podstawie wielu badań i rozmów (nie tylko z Papuszą)  - wydając książkę „Cyganie polscy”. Ta książka stała się dla Papuszy przekleństwem. Społeczność cygańska uznała Papuszę za zdrajczynię, a zdradzanie gadziom tajemnic cygańskich jest w niepisanym cygańskim kodeksie przestępstwem karanym wyłączeniem ze wspólnoty. Papusza zapłaciła więc za swój talent i swoją próbę emancypacji dość wysoką cenę .

Książka Angeliki Kuźniak opowiada historię Papuszy na podstawie nagrań i innych dokumentów. Układa wszystko w spójną całość, chronologicznie przedstawiając najpierw życie młodej Papuszy w taborze, potem jej nieudane małżeństwo (z wzbudzającymi we mnie jako kobiecie grozę opisami zasad rodzinnych i małżeńskim), naukę czytania i pisania, jej „pisaninę”, spotkanie z Jerzym Ficowskim oraz wszystkiego tego konsekwencje.

Zamieszała mi ta książka w głowie. Podchodziłam do niej nie bez obaw – obawiałam się konfrontacji moich stereotypowych poglądów o Cyganach. To jest bardzo drażliwy temat, uprzedzenia są głęboko zakorzenione i podsycane medialnie. Nie chciałabym jednak tutaj wchodzić na poletko polityczno-społeczne. Chcę tylko powiedzieć, że dzięki „Papuszy” zrozumiałam przynajmniej częściowo, skąd się wzięły i te stereotypy, że Cyganie to złodzieje i nieroby. I że ten stereotyp ma w sobie ziarno prawdy, tylko że u podstaw leży nie chęć działania na szkodę innych i bogacenia się kosztem innych, ale przekonanie, że świat jest wspólny dla wszystkich. A przynajmniej tak było kiedyś, bo przecież „Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma”. Choć sama historia Papuszy jest niezwykła, dla mnie najciekawsza w tej książce okazała się właśnie historia Cyganów. To, jak wyglądało życie w taborze. Nieokiełznana potrzeba wolności. Brutalność w życiu rodzinnym. Dziwne i niezrozumiałe obrzędy. Szacunek dla natury. Poczucie jedności ze światem. A potem czasy komunizmu, kiedy zmuszono Cyganów do porzucenia taborów i przyjęcia osiadłego trybu życia. Z tego wszystkiego wyłania się obraz narodu, który nie dopasował się do świata; który chciałby żyć ideałami, które dziś nie znajdują zastosowania. Potrzebę wolności zaspokaja dziś paszport i strefa Schengen, a przekonanie o wspólności zasobów twardo wyparło święte prawo własności. Piszę o tym w ten sposób nie dlatego, bym uważała, że to, co dziś mamy, jest złe. Wręcz przeciwnie ­­– zdecydowanie jestem za uporządkowaniem, papierkiem i regułami. Ale czytając tę książkę udało mi się w pewnym stopniu uchwycić tę tęsknotę za „porządkiem naturalnym”, za brakiem ograniczeń, zasad, za włóczęgostwem, dokąd koń wóz powiezie. Bardzo pomogły w tym piękne, nostalgiczne fotografie, szczególnie te autorstwa Jerzego Dorożyńskiego, pochodzące ze zbiorów Muzeum Etnograficznego w Tarnowie (ilustracje ze stron 130-131 i  22-23).

Piękna książka. Cokolwiek myślicie o Cyganach – warto ją przeczytać, albo po to żeby się utwierdzić w swoich przekonaniach, albo żeby je trochę zweryfikować.

*Będę pisać o Cyganach, nie o Romach, tak jak pisała Angelika Kuźniak, i z tych samych powodów: „Nie piszę tak z braku szacunku, ale dlatego, że sama Papusza chciała, by tak się do niej zwracano. Znam nagranie, na którym zanosi się od śmiechu słysząc słowo <<Rom>>”. (s. 190)

Tytuł: Papusza
Autor: Angelika Kuźniak
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2013

Liczba stron: 200

niedziela, 7 września 2014

Świadek

W domu wychowawczym dla trudnych dziewcząt w Szwecji dochodzi do brutalnego i tajemniczego morderstwa. Ofiara ma roztrzaskaną czaszkę i została ułożona na łóżku z dłońmi zakrywającymi twarz tak, jakby bawiła się z kimś w chowanego. Tej samej nocy z ośrodka znika jedna z wychowanek, a w jej pokoju policja znajduje zakrwawioną pościel i narzędzie zbrodni. Ale czy na pewno rozwiązanie jest tak proste?

Do pomocy lokalnej policji w charakterze obserwatora zostaje ze Sztokholmu oddelegowany komisarz Joona Linna. Jak można się domyśleć, lokalnej policji nie jest to w smak, a miejscowy komisarz Gunnarson otwarcie manifestuje swą niechęć i wyższość kompetencyjną w stosunku do przyjezdnego. Za wszelką cenę dąży do odsunięcia go od śledztwa, choć Joona i tak formalnie sam niewiele może. Gunnarson łatwo przyjmuje banalne motywy i szybko uznaje, że może zamknąć śledztwo. Joona jednak pomimo groźby wydalenia z służby, kontynuuje działania na własną rękę.

Zapewne wystarczyłoby to na świetny zwykły kryminał, ale Lars Kepler dodał od siebie szczyptę dreszczyku: tajemnicze odgłosy, samootwierające się drzwi i medium, które widzi ducha zamordowanej dziewczyny. Jeśli lubiliście oglądać „Z archiwum X”, na pewno spodoba się wam ta książka. Ciarki gwarantowane! Czasami tylko prześlizgiwałam się po tekście, żeby za bardzo się nie bać – taki książkowy odpowiednik zakrywania oczu i patrzenia na horror przez palce.

Akcja książki toczy się bardzo szybko, nie sposób się zatrzymać. Do połowy czyta się świetnie, a potem to już jak z rozbiegu dla skoczków narciarskich: po prostu musisz wiedzieć, co dalej, co dalej! A co najważniejsze akcja rozwija się właściwie linearnie. Nie ma zbyt wielu retrospekcji, a autor nie przeskakuje z wątku na wątek urywając w najciekawszym momencie. Rozwiązanie zagadki nie jest oczywiste, choć przyznam, że przeszło mi wcześniej przez myśl, że ta osoba może być mordercą. Ale motywy są na tyle niejasne, że do końca nic nie wiadomo. Do tego pojawia się kilka innych pobocznych wątków jak handel żywym towarem i zbrodnie z przeszłości. A wszystko to w gęstej, mrocznej, uwierającej atmosferze – tak typowej dla skandynawskich kryminałów.

Krótko mówiąc: jest to chyba najlepszy thriller, jaki czytałam! W sam raz na jesienny deszczowy wieczór!

PS. Oprócz „Świadka” w Polsce wydano też dwie inne książki Keplera. To „Hipnotyzer” i „Kontrakt Paganiniego”.

Tytuł: Świadek
Autor: Lars Kepler
Tłumacz: Marta Rey-Radlińska
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 454


środa, 3 września 2014

Król kier znów na wylocie

Są takie książki, które nie dają się odłożyć. Są takie książki, które zostają w głowie i w sercu jeszcze długo po lekturze. Są też takie książki, które otwierają oczy. „Król kier na wylocie” Hanny Krall był dla mnie taką właśnie książką.

Ten przepiękny reportaż (Jest taki gatunek jak reportaż poetycki? Bo jeśli nie, to powinien powstać) jest historią wojennych (i powojennych) losów polskiej Żydówki Izoldy Regensberg. Izolda ucieka z warszawskiego getta, przyjmuje polską tożsamość jako Maria Pawlicka, ucieka od żydowskości, szmugluje tytoń do Wiednia, trafia na roboty przymusowe, na przesłuchania w gestapo i  do Oświęcimia. Po wonie słuchając historii innych, sama zauważa, że jej przeżycia były mimo wszystko wyjątkowe:  „Straszne rzeczy ci ludzie przeżyli, ale mało urozmaicone. Nie to, co ona” (s. 143) Każda z tych sytuacji niosła za sobą śmiertelne zagrożenie i ryzyko. Z każdej Izolda wyszła cało (nie licząc kilku zębów wybitych przez gestapo). Może dlatego, że miała naprawdę dobry powód, by przeżyć. „Cały świat mógł zginąć, byleby on żył” (s. 140). Izolda ocala swe życie dążąc do ocalenia swojego męża – najpierw z getta, potem z obozu w Austrii. Jest gotowa na wszystko, a przy tym niezwykle pragmatyczna. To, co trzeba zrobić, trzeba zrobić. Nie zajmują jej rozważania o okrucieństwie, krzywdzie, polityce, niesprawiedliwości. Jedyne, nad czym się nieraz zastanawia, to zagadkowy splot wydarzeń w życiu. „Gdyby absurdalnie ubrana nie kręciła się po ulicy, nie wzięto by jej za prostytutkę. Gdyby nie policjantka, nie poszłaby na Mariańską do dozorcy Mateusza. Gdyby nie odwiedziła Mateusza (…), nie wiedziałaby, że był listonosz. Że zostawił list. Że mąż (…) podaje nowe adres: Mauthausen, blok AKZ.” (s. 71)

O Zagładzie powstało już tyle książek i filmów, że czasami można odnieść wrażenie, że Holocaust to po prostu taki amalgamat, pomnik, któremu owszem należy się cześć i pamięć, ale który nie budzi już indywidualnych emocji. I dopiero los pojedynczego człowieka wpleciony w Historię uzmysławia, że ten pomnik składa się z milionów ludzkich tragedii i cierpień. Dawno nie czytałam książki o II wojnie, więc może dlatego „Król kier” uderzył we mnie tak mocno.

Siła tej książki tkwi nie tylko w jej treści, ale w dużej mierze również w formie. To malutka książeczka (ledwie ponad 150 stron), podzielona na niedługie (od pół strony do dwóch) fragmenty o znamiennych tytułach. Każdy to jakaś jedna scena wyjęta z pamięci. Ja nie wiem, jak Hanna Krall to robi, ale potrafi odparować wszystkie nieważne albo nic nie wnoszące sprawy i zostawić samą esencję najlepszej jakości, która nie jest suchym zbiorem faktów i wspomnień, lecz nasycona emocjami i życiem.

Po prostu świetna.

Tytuł: Król kier znów na wylocie
Autor: Hanna Krall
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2006

Liczba stron: 160

sobota, 30 sierpnia 2014

I nie było już nikogo (And then there were none)

Szukajcie, a znajdziecie! Po kilku próbach w końcu trafiłam na kryminał, który wciągnął mnie bez reszty i który przeczytałam w zaledwie dwa wieczory (a gdybym nie musiała rano wstawać, to chętnie bym i noc zarwała). Dokonała tego – któż by inny – mistrzyni kryminału Agatha Christie książką „And then there were none” (tytuł polski „I nie było już nikogo”).

Sama autorka w przedmowie wyjętej z jej autobiografii stwierdzała, że jest z tej książki wyjątkowo zadowolona, bo udało jej się wprowadzić w życie dość karkołomny pomysł. A pomysł był taki: dziesięć przypadkowych osób spotyka się w okazałym domu na samotnej skalistej wyspie Soldier Island u wybrzeży angielskiego hrabstwa Devon. Wszyscy zostali tam zaproszeni przez tajemniczego (bo nikt go nie spotkał osobiście, nawet domowa służba) właściciela domu U.N. Owena.  W każdym gościnnym pokoju na ścianie wisi starannie oprawiony dziecięcy wierszyk o dziesięciu żołnierzykach, którzy w różny sposób giną aż w końcu nie zostaje żaden (coś w rodzaju naszych „Dziesięciu bałwanków” Wandy Chotomskiej).  Do spójnego efektu dołączają też figurki żołnierzyków stojące na stole w jadalni. Te szczegóły nabierają znaczenia, kiedy goście zaczynają ginąć. Bo giną tak, jak wynika z wierszyka, a po każdym zgonie w tajemniczy sposób ubywa żołnierzyków na stole w jadalni. Na wyspie jest tylko tych dziesięć osób (łącznie z służbą, która zresztą też dopiero co przybyła). Z powodu złych warunków pogodowych wyspa jest odcięta od świata. A więc mordercą musi być ktoś spośród gości. A może jednak ktoś jeszcze ukrywa się na wyspie?

Jak dla mnie rewelacyjna książka. Spełniła absolutnie wszystkie moje oczekiwania. Chciałam jakiegoś kryminału, ale takiego z mocnym angielskim klimatem, wiecie, żeby dział się w Anglii, w deszczu, w dużym, tajemniczym domu. I żeby był emocjonujący. Dokładnie taki był „I nie było już nikogo”.

Nie ma co więcej pisać – jeśli kryminał, to właśnie ten polecam!

Tytuł: And then there were none
Autor: Agatha Christie
Wydawnictwo: Harper Collins
Rok wydania: 2010

Liczba stron: 224

czwartek, 28 sierpnia 2014

Tajemnica szkoły dla panien

Ta książka wpadła mi w oko już w styczniowych zapowiedziach na rok 2014. Choć za kryminałem nie przepadam, to uwiodła mnie cudowna retro okładka. Poza tym od czasów „Małej księżniczki” F.H. Burnett mam słabość do książek, których akcja toczy się na pensji dla panienek. Jednak okazuje się, że pozory mylą…

Książka zaczyna się od tajemniczego samobójstwa jednej z uczennic szkoły dla panienek w wielkopolskich Mańkowicach. Szkoła cieszy się bardzo dobrą reputacją, więc takie wydarzenie stanowi prawdziwe trzęsienie ziemi dla całych Mańkowic. Śledztwo prowadzi podkomisarz Hieronim Ratajczak, który choć do tej pory zajmował się głównie tropieniem złodziei cukru z lokalnej wytwórni, nie sprawia wrażenia, jakby była to dla niego sprawa życia. A przecież mogłaby być, bo od tylu lat czeka na upragniony awans. Drugą osobą, którą szczególnie interesuje odkrycie prawdy jest Łucja Kalinowska – nauczycielka, która czuje się trochę odpowiedzialna za śmierć uczennicy. Zanim jednak „śledczy” i sami mieszkańcy zdążą zebrać myśli, w miasteczku dochodzi do brutalnego zabójstwa. Ofiarą znowu jest młoda kobieta. Powoli okazuje się, że wątki dochodzenia prowadzą między innymi do najważniejszych osób w Mańkowicach.

Miałam z tą książką pewien problem, bo cały czas czekałam aż akcja przeniesie się do samej szkoły, między dziewczęta, ich tajemnice i intrygi. A tak się nie stało. Tytuł (jak zresztą i okładka) okazał się zwodniczy, co było dla mnie sporym rozczarowaniem. Książka może też okazać się rozczarowaniem dla miłośników suspensu i dobrego kryminału, bo jak na moje niewprawne oko, wątek kryminalny nie jest tu najmocniejszy. Owszem, zbrodnie są, ale  jakoś na drugim planie. Na pierwszym za to świetnie odmalowane jest społeczno-obyczajowe życie w małej miejscowości na terenie po zaborze niemieckim. Pojawiają się wątki polityczne, niezbyt przyjazne stosunki pomiędzy mieszkańcami z terenów różnych zaborów, teraz przecież zjednoczonych II Rzeczpospolitą. Oprócz tego drobnomieszczańskość i zakłamanie, wyraźny podział na lepszych i gorszych mieszkańców Mańkowic. Wychodzi na to, że wyraźne tło naprawdę mocna strona książki. Do słabych stron zaliczyłabym niestety również samych bohaterów. Naprawdę nikt nie zapadł mi szczególnie w pamięć, nikt nie wzbudził głębszych emocji (może poza nic nie wnoszącym do samej akcji wątkiem Jadwigi – siostry Łucji Kalinowskiej). Wszyscy wydawali mi się bezbarwni i w gruncie rzeczy podobni do siebie. I naprawdę nie rozumiem, czemu (oprócz ewentualnie ubarwienia postaci detektywa) miało służyć wprowadzenie tych landrynek od Fuchsa?

Może gdyby nie odmienne oczekiwania, mój odbiór byłby lepszy. A tak? Jest tyle innych książek, na które warto poświęcić czas. Nawet wśród kryminałów ;)

Tytuł: Tajemnica szkoły dla panien
Autor: Joanna Szwechłowicz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 344


niedziela, 24 sierpnia 2014

Jesienne zapowiedzi

Nie ma się co łudzić - lato dobiega powoli końca. Wieczory wyraźnie krótsze, poranki bardziej rześkie, deszcze zimniejsze... Idzie jesień. A z nią wiele ciekawych książek.  Oto, co mi wpadło w oko: 

1. "Zapomniane słowa" antologia pod redakcją Magdaleny Buzińskiej. Zawodowo i z pasji zajmuje mnie język ojczysty, dlatego nie mogę się doczekać takiej smakowitej antologii! Od wydawcyNiektóre słowa żyją wiecznie, niektóre giną śmiercią nagłą i niewyjaśnioną, jedne wstydliwie wychodzą z mody, drugie wspominamy z nostalgią. Zapomniane słowa to słowniczek wyrażeń archaicznych, mało znanych, niemodnych, wyrzuconych z pamięci, znikających z codziennego języka. To także wielobarwny zbiór osobistych skojarzeń, anegdot, refleksji i wspomnień znanych pisarzy, wybitnych naukowców, uznanych artystów. Bezcenny sztambuch dla wszystkich, dla których język jest naturalnym środowiskiem myślenia i działania.
Wydawnictwo Czarne, premiera: 23 września


2. "Szum" Magdalena Tulli. Ta autorka skradła moje serce "Włoskimi szpilkami", dlatego jestem ciekawa kolejnej książki. Od wydawcyNajnowsza powieść jednej z najwybitniejszych polskich pisarek. Naznaczona emocjonalną intensywnością historia kobiety, próbującej przełamać towarzyszące jej od zawsze poczucie wyobcowania i poszukującej porozumienia z matką, z którą zawsze łączyły ją trudne relacje. To najodważniejsza, najbardziej osobista książka Magdaleny Tulli. Autorka odkrywa w niej uniwersalną prawdę o kondycji ludzkiej, w którą wpisany jest pierwiastek obcości, niedostosowania, a także dojmująca potrzeba wzajemnego zrozumienia i wybaczenia.
Wydawnictwo: Znak, premiera: 6 października


3. "Duch na wyspie" Johan Theorin. Theorin dał się poznać jako autor niebanalnych kryminałów okraszonych dozą elementów nadprzyrodzonych i surowym krajobrazem szwedzkiej wyspy Olandii (tu i tu). Na jesienny wieczór dreszczowiec jak znalazł!  Od wydawcy: Pewnej nocy do drzwi Gerlofa Davidssona dobija się przerażony chłopiec. Opowiada staruszkowi o dryfującym statku widmie. Na jego pokładzie są umierający marynarze, a na mostku kapitańskim człowiek duch. Klucz do zagadki tkwi w wydarzeniach sprzed prawie siedemdziesięciu lat… Duch na wyspie to ostatnia część olandzkiego cyklu, w którym Johan Theorin po mistrzowsku łączy przeszłość i teraźniejszość, świat duchów i ludzi.
Wydawnictwo: Czarne, premiera: 22 września


4. "Zwrotnik Ukraina" red. Jurij Andruchowycz. Wydarzenia na ukraińskim Majdanie już okazały się bardzo brzemienne w skutkach, a kto wie, jak to się jeszcze dalej potoczy... Na pewno warto poczytać, jak to się zaczęło. Od wydawcy: „Idę na Majdan. Kto idzie ze mną?” – napisał na Facebooku ukraiński dziennikarz Mustafa Najem w listopadzie 2013 roku. Z lokalnej demonstracji przeciwko autokratycznej decyzji prezydenta Janukowycza o nieratyfikowaniu umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską powstał ogólnokrajowy ruch. (...)Zwrotnik Ukraina to wyjątkowy zbiór esejów, w którym pisarze, historycy, socjologowie, świadkowie wydarzeń opowiadają o dniach, które zapisują się właśnie na kartach historii pewnego narodu, zmieniając przyszłość świata.
Wydawnictwo: Czarne, premiera: 15 września


5. "Wszystko, co lśni" Eleonor Catton. Polskie tłumaczenie tegorocznego Bookera (tytuł oryginalny "The Luminaries"). Od wydawcy: Wszystko, co lśni to epicka opowieść z czasów gorączki złota w Nowej Zelandii – o poszukiwaniu szczęścia, marzeniach i przeznaczeniu zapisanym w gwiazdach. Jest to także popis ogromnego talentu Eleanor Catton. Młoda pisarka niczym zegarmistrz stworzyła ze swej książki doskonale działający mechanizm, w którym każda z kilkudziesięciu postaci ma swoje miejsce i zadanie do wykonania. Mistrzowsko połączyła wątki historyczne i sensacyjne, przygodę rodem z Dzikiego Zachodu i kryminalną zagadkę. Takie książki zdarzają się niezwykle rzadko! Wszelkie laury i pochwały, jakie spływają na pisarkę, są w pełni zasłużone, a porównania choćby do Imienia róży wcale nie przesadzone.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, premiera: 9 października


6. "Miniaturzystka" Jessie Burton. Lubię książki historyczne, a w XVII-wiecznym Amsterdamie jeszcze nie byłam. Od wydawcy: Jest październikowe popołudnie 1686 roku, gdy osiemnastoletnia Nella Oortman staje na progu wielkiego domu w bogatej dzielnicy Amsterdamu. Miesiąc wcześniej poślubiła zamożnego kupca, Johannesa Brandta i teraz przybywa, by wprowadzić się do męża. Lecz zamiast niego wita ją mrukliwa i niemiła Marin, siostra Johannesa. Gdy ten w końcu się pojawi, nie poświęci żonie zbyt wiele czasu. Podaruje jej jednak niezwykły prezent: okazałą drewnianą replikę domu, którą umebluje dla niej tajemnicza miniaturzystka. Podziw dla jej zręczności szybko zastąpi lęk, gdyż drobiazgi wyposażenia i figurki przedstawiające domowników nie tylko odsłaniają ich tajemnice, ale i antycypują straszne wydarzenia, które wkrótce staną się ich udziałem. Skąd artystka tyle wie o sekretach rodziny Brandtów? Czyż nie są marionetkami w jej rękach, skoro zna ich przyszłość? I kim jest owa nieuchwytna kobieta? Pasjonująca powieść Jessie Burton, absolwentki uniwersytetu w Oksfordzie, przeniesie nas w czasy złotego wieku Holandii, rozkwitu handlu i sztuki i pozwoli zajrzeć w serca postaci, które spoglądają na nas z obrazów Vermeera, Halsa i Rembrandta.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, premiera: 6 listopada

UPDATE: Kiedy przygotowywałam to zestawienie, nie udało mi się znaleźć informacji, czy w końcu w tym roku ukaże się długo przeze mnie oczekiwana nowa książka Olgi Tokarczuk. A jednak się ukaże, a więc do listy dodaję numer siedem:

7. "Księgi Jakubowe" Olga Tokarczuk. Olga Tokarczuk to moja ulubiona polska pisarka, dlatego na każdą jej książkę czekam z wielką ciekawością. W przypadku "Ksiąg" ciekawość była dwukrotnie podsycana - raz publikacją fragmentu książki w czasopiśmie (chyba to był dodatek literacki do Tygodnika Powszechnego), dwa przesuwaną od ubiegłego roku premierą. Od wydawcy: Jesienią w Wydawnictwie Literackim ukaże się długo oczekiwana, monumentalna powieść Księgi Jakubowe. Olga Tokarczuk akcję tej powieści osadziła w XVIII wieku na ziemi podolskiej, gdzie współistniały obok siebie kultury żydowska i chrześcijańska. Powstanie książki poprzedziły wnikliwe badania  i liczne podróże na tereny obecnej Ukrainy.
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, premiera: 20 października


wtorek, 19 sierpnia 2014

Sońka


„Sońka” to książka niezwykła ­– poetycka i bolesna. Z początku dziwna, niepostrzeżenie hipnotyzuje i wciąga.

Opowiadała swoje zwyczajne życie z miejsca, gdzie ludzie za krótko żyli, bo wplątała ich w szprychy historia, a  ona zawsze jest przeciwko ludziom. Historia jest zawsze przeciwko ludziom, a najbardziej – kobietom.” (s. 160)

Opowieść zaczyna się od tego, że pewnego dnia gdzieś na krańcach Podlasia młodemu, modnemu reżyserowi teatralnemu z Warszawy psuje się samochód. Szukając pomocy trafia na Sońkę – starą kobietę, która od dawna na coś lub na kogoś czeka. Może właśnie na niego? Może to właśnie jemu opowie swoją historię, by móc wreszcie spokojnie umrzeć? Historia Sońki jest długa i trudna. W 1941 roku jako młoda dziewczyna zakochała się w niemieckim żołnierzu. To była miłość baśniowa, jak grom z jasnego nieba, niewypowiedziana, oparta tylko na spojrzeniu w oczy, pocałunkach i dotyku. A jednak tak silna, że jej żar tli się w Sońce do końca jej życia i tlił się (a wręcz płonął) nawet w najbardziej dramatycznych chwilach. Bo miłość Sońki do świetlistego Joachima stała się dla niej przekleństwem. Umierali wszyscy, którzy byli jej bliscy, a ona sama została napiętnowana i upokorzona za miłość do okupanta.

Na takiej kanwie można by zbudować zarówno dramat wojenny, jak i ckliwy romans, ale „Sońka” nie jest ani jednym ani drugim. Jest to historia bez patosu, bez melodramatu, choć przecież buzująca od emocji i głęboko poruszająca. Ma w tym wielki udział magnetyzujący język tej opowieści, który łączy w sobie niezwykłą poetyckość z prostym językiem wsi i wplecionymi w niego zwrotami białoruskimi.

Poetycka, choć do bólu prawdziwa; ascetyczna, choć pełna emocji; niepozorna, choć zapadająca na długo w pamięć. Naprawdę mocna książka i świetna proza.

PS. I jeszcze perełka dla miłośników kotów: kot Sońki nazywa się Jozik Pasterz Myszy.

Tytuł: Sońka
Autor: Ignacy Karpowicz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2014

Liczba stron: 208

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Słuch absolutny

Pierwszy raz z profesorem Szczeklikiem zetknęłam się podczas lektury jego książki „Nieśmiertelność.Prometejski sen medycyny”. Byłam oczarowana wiedzą i erudycją profesora. Sięgnęłam po „Słuch absolutny”, żeby bliżej poznać tego wybitnego człowieka. Andrzej Szczeklik to lekarz-legenda, nadzwyczaj biegły w swej dziedzinie i jednocześnie niezwykle oczytany i obeznany z szeroko rozumianą kulturą. Po prostu uosobienie człowieka renesansu.

Ta książka to zapis rozmowy, jaką z Andrzejem Szczeklikiem przeprowadził Jerzy Illg, szef wydawnictwa Znak, a prywatnie bliski znajomy profesora.  Illg pyta o dom rodzinny, o jego zainteresowania, lata szkolne i uniwersyteckie, karierę. Profesor opowiada obszernie i zajmująco, choć wyraźnie unika zbytniego uzewnętrzniania się i chętniej niż o sobie opowiada o innych albo o wydarzeniach.

Myślę, że ta książka jest dobrym zwieńczeniem dla osób, które przeczytały już wszystko, co Andrzej Szczeklik napisał sam, albo które znały go i chciałby poznać jeszcze bliżej. Dla mnie natomiast ten wybór okazał się pewnym rozczarowaniem, ponieważ za mało było tu tej zachwycającej wiedzy, pasji i erudycji, więcej natomiast po prostu wspomnień.  Przy czym muszę oddać to, że są to wspomnienia naprawdę niezwykłe. Barwne, pouczające, okraszone anegdotami, a przede wszystkim pokazujące, jakimi wartościami należy się w życiu kierować. Szlachetność, odwaga, konsekwencja, wytrwałość – to wszystko brzmi dzisiaj patetycznie, a jednak to są wartości, które prowadzą do prawdziwego sukcesu, którego nieodłącznym elementem jest szacunek zarówno innych ludzi, jak i samego siebie.

Tytuł: Słuch absolutny. Andrzej Szczeklik w rozmowie z Jerzym Illgiem.
Autor: Jerzy Illg/Andrzej Szczeklik
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2014

Liczba stron: 240

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Kącik Malucha: Kubuś idzie do przedszkola

Mój syn idzie niedługo do przedszkola.  To trudne dla wszystkich wydarzenie akurat u nas jest trochę zniwelowane, bo mamy już za sobą udane doświadczenie żłobkowe. Do tego synek wykazuje bardzo pozytywne nastawienie wobec nowej placówki.  Zdecydowałam wiec, że raczej nie będą nam potrzebne książki pomagające dziecku odnaleźć się w nowej sytuacji.  Na wszelki jednak wypadek pożyczyłam z biblioteki jedną taką książkę.  I wiecie co? Bardzo dobrze, że to  zrobiłam.

Książka "Kubuś idzie do przedszkola" Moniki Rinaldini i Vilmy Costetti - w przeciwieństwie do większości tego rodzaju książek - nie opowiada, co dzieci robią w przedszkolu i jakie to wszystko jest fajne. To przede wszystkim książka o emocjach, jakie towarzyszą maluchowi w tym czasie.  Kubuś idąc do przedszkola czuje się trochę wesoły (bo będzie dużo zabawek), a trochę smutny (bo nie będzie z nim mamy ani taty). Kubuś nie rozumie,  dlaczego nie może po prostu bawić się w domu i boi się,  że mama nie będzie umiała go potem w tym przedszkolu znaleźć.  Na szczęście mądra pani wychowawczyni pomaga Kubusiowi uporać się z emocjami.  Dziecko czytając dowiaduje się, że odczuwanie negatywnych emocji nie jest niczym złym i każdy (nawet chłopiec!) ma prawo się bać i płakać.

Widząc, z jaką uwagą mój synek śledzi tę lekturę,  rozumiem,  że odnajduje on w tej książce swoje emocje.  Uważam,  że to bardzo cenne i pozwalające budować lepszą więź opartą na  zrozumieniu tego, co się czuje. 

Gorąco polecam wszystkim debiutującym przedszkolakom, nawet tym pozornie dobrze przygotowanym. 


Z tej samej serii są jeszcze dwa tytuły: "Kubuś będzie miał braciszka" i "Kubuś ma siostrzyczkę". W razie potrzeby, biorę w ciemno! Wszystkie książki zostały zainspirowane ideą Porozumienia bez Przemocy Marshalla Rosenberga.



Tytuł: Kubuś idzie do przedszkola
Tłumacz: Ksenia Zawanowska
Wydawnictwo: Czarna Owieczka
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 56
Twarda oprawa, kredowy papier
Sugerowany wiek: 3+

niedziela, 10 sierpnia 2014

Rachel Cusk i Agnieszka Graff o macierzyństwie ("Praca na całe życie" i "Matka feministka")

 Wszystkie książki o doświadczeniu macierzyństwa są literaturą bardzo szczególną, bo dotykającą intymnej sfery kobiety i jej indywidualnego doświadczenia. Zazwyczaj książki takie są uznawane za kontrowersyjne, bo to, czego doświadcza jedna matka, może być zupełnie różne od tego, co odczuwa inna. Do tego dochodzi jeszcze wciąż dobrze trzymający się mit matki Polki, dla której dziecko i dbanie o rodzinę są sensem istnienia.  Na szczęście jak grzyby po deszczu pojawiają się książki, które może nie tyle obalają stereotypy, co dają ujście innym doświadczeniom i emocjom. Wystarczy wspomnieć „Macierzyństwo non-fiction”Joanny Woźniczko-Czeczott.

W ten sam nurt wpisuje się kanadyjska pisarka Rachel Cusk ze swoją książką „Praca na całe życie. O początkach macierzyństwa”. Jest to książka przede wszystkim bardzo szczera i osobista. Właściwie bolesna nawet. Mamy więc kobietę, która staje się matką. Wróć. Mamy kobietę, która rodzi dziecko, ale nie wie jeszcze, czy umie stać się matką. I co to właściwie miałoby znaczyć i nieść za sobą. Pierwsze miesiące tej nowej sytuacji to dla niej trudne i mozolne przecieranie szlaku, docieranie się nie tylko z córeczką, ale i z nową sobą. Przyznam, że patrząc na temat osobiście, nie odnajduję się w tej książce. Choć daleka jestem od promowania lukrowanego obrazu macierzyństwa, jakoś szczęśliwie udało mi się w nowej roli szybko znaleźć siebie i satysfakcję. Tu natomiast swoją historię opowiada kobieta, która z przyjęciem tej nowej roli miała pewien kłopot. Może nie czuła się dojrzała do macierzyństwa? Może wcale nie planowała tego dziecka?  A może to ja po prostu nigdy nie zastanawiałam się szczególnie nad swoimi rolami w życiu ani nad kwestią własnej wolności? Myślę, że i tak warto polecić tę książkę każdej „początkującej matce”. Bo choć ja osobiście miałam inne doświadczenie, znam parę osób, którym może byłoby trochę łatwiej po przeczytaniu tej książki.

Pozostając w tym samym temacie wspomnę o jeszcze jednej książce – „Matka feministka” Agnieszki Graff. O ile jednak dotychczas czytane przeze mnie książki skupiały się na samym doświadczeniu bycia matką (obie wspomniane wyżej i jeszcze „Czarne mleko” ElifSafak), o tyle Agnieszka Graff skupia się na doświadczaniu roli matki w społeczeństwie. Skupia się na tym, że w polskim społeczeństwie (rozumianym łącznie z polityką) kobieta-matka ma właściwie tylko dwa możliwe miejsca do wyboru: albo miejsce po stronie feministek, czyli szybki powrót do pracy z oddaniem dziecka do żłobka i godzenie wszystkiego z pełnym profesjonalizmu uśmiechem jak jakaś supermenka (taka jak na okładce), albo bardziej konserwatywne oddanie się całkowicie rodzinie z porzuceniem kariery zawodowej. Układ ten funkcjonuje i wydaje się, że nikt nie widzi w tym problemu. Nikt poza samymi matkami. Bo może jednak dałoby się wzorem niektórych innych państwa wprowadzić rozwiązania umożliwiające rodzinom (nie matkom) sprawniejsze godzenie wszystkich ról, większe uczestnictwo ojców w wychowywaniu dzieci, lepszą i bardziej elastyczną opiekę instytucjonalną? Może i by się dało, ale nikt nie ma w tym interesu. O tym, że tak jest, dlaczego tak jest, i jak to można zmienić (czy w ogóle można) pisze właśnie Agnieszka Graff. A w bonusie kilka celnych felietonów, które Agnieszka Graff publikowała przez pewien czas w czasopiśmie „Dziecko”.

Polecam obie (a nawet „obie cztery”) książki, zwłaszcza do lektury przy piaskownicy . J

Tytuł: Praca na całe życie. O początkach macierzyństwa.
Autorka: Rachel Cusk
Tłumaczyła: Agnieszka Pokojska
Wydawnictwo: Czarne
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 216

Tytuł: Matka feministka
Autorka: Agnieszka Graff
Wydawnictwo: Wydawnictwo Krytyki Politycznej
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 256


piątek, 8 sierpnia 2014

Niewidzialna korona


 Pophistoria, czyli historia podana w sposób przystępny i atrakcyjny dla każdego laika to specjalność Elżbiety Cherezińskiej. Z każdą kolejną książką dowodzi tego jeszcze bardziej. Po „Koronie śniegu i krwi” byłam pewna, że to jej najlepsza książka. Ale potem pojawiła się silna konkurencja w postaci „Legionu” z jego filmową wręcz akcją osadzoną w czasach II wojny światowej. Teraz jednak moje czytelnicze serce jest znów przy Piastach za sprawą porywającej „Niewidzialnej korony”.

Autorka podejmuje wątek tam, gdzie kończy się „Korona śniegu i krwi”, czyli po zamordowaniu króla Przemysła. Ledwo odrodzone  i od razu „osierocone” Królestwo Polskie znów staje się łakomym kąskiem zarówno dla sąsiadów (margrabiów brandenburskich z demoniczną Mechtyldą Askańską na czele i czeskich Przemyślidów z lubieżnym i okrutnym Wacławem II), jak i dla książąt dzielnicowych. Panowie Starszej Polski wraz z arcybiskupem Świnką – choć po trudnych dyskusjach i niejednogłośnie - na tron przywołują księcia kujawskiego Władysława (Łokietka). Niestety wobec braku poparcia najmożniejszych rodów, a także z powodu własnej impulsywności  Władysław ponosi klęskę za klęską, doprowadzając siebie do opuszczenia kraju, a królestwo do oddania się w lenno Przemyślidom. Nie brzmi zbyt ciekawie? Bo właśnie w tym tkwi siła książki, że nie jest ona podręcznikiem historii, ale barwną opowieścią zaludnioną ekspresyjnymi bohaterami, których kochamy kochać i nienawidzić. Do tej pierwszej grupy na pewno zalicza się królewna Rikissa – śliczna, odważna, sprawiedliwa i pełna wielkiej mądrości życiowej (chyba w genach ją dostała, bo trochę za mała na własne doświadczenie) – i jej dwoje obrońców: odważny Michał Zaremba i uczuciowa Kalina. Ulubieniec z poprzedniej części, Jakub Świnka, jako arcybiskup znacznie spoważniał, ale ma godne następczynie w postaci wrocławskich klarysek. Zakon ten nazywany „zakonem dla księżniczek” gromadzi w swoich murach dziewczęta i kobiety z możnych rodów, którym nie udało się odpowiednio wyjść za mąż. A ponieważ wszystkie są ze sobą jakoś skoligacone, zakon kipi od plotek i ploteczek: od polityki po tajemnice alkowy. Do bohaterów budzących powszechną antypatię czytelników, oprócz wspomnianej Mechtyldy i Wacława, można dodać chciwego i rozpustnego biskupa krakowskiego Jana Muskatę albo okrutniejszego jeszcze od Mechtyldy margrabię brandenburskiego Waldemara. Te wyraziste postaci rozmawiają ze sobą językiem bardzo współczesnym (jak na mój gust, chwilami zbyt współczesnym), dzięki czemu dialogi są wartkie i dowcipne.   

Gdyby ktoś chciał się czepiać, to może powiedzieć, że bohaterzy zbyt czarno-biali, że język zbyt współczesny, że sytuacje czasem przerysowane, że fakty naciągnięte. To wszystko prawda, ale gdy się czyta, to w ogóle się nie zwraca na to uwagi, bo ta książka porywa jak mało która.

I cokolwiek by nie mówić, należy autorce oddać to, że potrafi przybliżyć Polakom naszą własną historię. Dzięki świetnym pisarkom (Mantell, Gregory) i świetnym serialom („Dynastia Tudorów”) dobrze poznaliśmy bohaterów historii Anglii. Ze szkoły pamiętamy jeszcze Dumasa i Hugo, a dzięki nim kawałek historii Francji. A Polska? No dobrze, zawsze mieliśmy Sienkiewicza, ale to trochę mało, w dodatku już zbyt mocno przesiąknięte indoktrynacją szkolną. A teraz pojawia się Elżbieta Cherezińska ze swą niezwykłą umiejętnością nadawania życia pomnikom i suchym faktom.

Naprawdę bez względu na to, czy lubiliście w szkole historię, czy był to dla was najbardziej znienawidzony przedmiot, dajcie szansę tej książce! Nie zawiedziecie się!

PS. Choć „Niewidzialna korona” stanowi kontynuację „Korony śniegu i krwi” można bez obaw czytać jako odrębną powieść, bo w tekście pojawia się wiele wyjaśnień dotyczących wydarzeń z pierwszej książki. Ale… skoro można mieć dwa razy dłuższą przyjemność z lektury świetnych książek, to czemu z niej rezygnować?

Tytuł: Niewidzialna korona
Autor: Elżbieta Cherezińska
Wydawnictwo: Zysk
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 768